Late Clock recenzja debiutanckiego albumu.

Bardzo trudno recenzuje się takie albumy jak ten. Nie są to wystrzałowe petardy, które prowokują wizerunkiem czy kontrowersyjnym przekazem. Muzycy nie próbują szokować. To co może być magnetyzmem takiej płyty? Postanowiłem sprawdzić, bo okładka albumu wizerunkowo wygląda interesująco.

Moje przypuszczenie co do pierwszych odczuć się potwierdziły. Late Clock nie potrzebuje szokować. Dlaczego? Bo robi dobrą muzykę. Co się kryje za tym stwierdzeniem? Po przesłuchaniu numerów, kilkukrotnych podejściach stwierdzam jedno. To bardzo dobra rockowa płyta. Nie idąca w żadne eksperymentująco niepokojące obszary. Zespół za obiekt inspiracji obrał sobie dobre brzmienia lat 90. Zwłaszcza pewną rockowo popową stronę tego okresu. Chociaż w dynamice gry zespołu daje się wyczuć powiem sceny grunge. Miałem wrażenie, że jest on jednak wpleciony w dobre wpadające w ucho melodie. To czyni numery bardzo ciekawe, urozmaicone, natchnione rockiem wspomnianego okresu. No dobra, jednak czy tego już nie było, ktoś spyta? W takiej muzyce liczy się klimat. Tutaj taki mamy. Dobre partie gitar, ciekawe przejścia, dźwięki łamiące hard rocka z popową lekkością i grungeowym powiewem. Album to kolejna cegiełka do tego, żeby myśl o potędze rocka nie umarła. Rocka bez udziwnień, rocka granego z pasją i twórczego. 

Wychowałem się na grunge’u i zawsze fascynowały mnie zespoły, które taką stylistykę w sobie przemycały w konwencji post. Late Clock nie jest post grunge’owym zespołem bo za dużo nosi w sobie dźwięków. Mocną stroną tego albumu jest pewna lekkość. Znacząco przenikająca całokształt. Pomimo hard rockowego zacięcia słychać na tej płycie melodyjność w całokształcie jej klimatu. Mamy po prostu dobre piosenki. I to jest esencją tego albumu. Czy polecam? Tak. Dla wszystkich, którzy lubią dobre rockowe granie.

CATEGORIES
Share This